
Wszelkie zdjęcia, które nie są mojego autorstwa posiadają link do źródła, oraz należą do prawowitych właścicieli.
“Źródła ikonograficzne”, “pochodzenie obrazu” czy też “fala”
22.04.2025 notuję swoje przemyślenia:
“Obraz jest jak dźwięk.
Brzmi, wibruje, dociera,
Niezakłócony niczym
Łagodnie się wygasza”.
Napisałem tak, nie dlatego, że słyszę obrazy czy też, że one do mnie mówią. Nie ma w tym nic paranormalnego.
Nie pochodzi to także od stosowania narkotyków – nie zażywam, nie stosuję – żaden z moich obrazów czy linorytów, zamieszczonych na tej stronie, nie powstał w rezultacie odurzenia.
Piszę ten tekst z perspektywy malarza oraz studenta Historii Sztuki – poszukując krytycznej teorii wynikającej z dwustronnego doświadczenia – akcja i teoria – a także pozytywnych aspektów (bo kurde blaszka, to nie takie proste).
Jeszcze wcześniej napisałem, że być może wszystkie obrazy już istnieją. Wynika to z osobistych rozważań – często sam nie rozumiem ikonografii obrazu, który namalowałem. Mogę tylko przekazać własne emocje, myśli, które towarzyszyły mi przy ich powstaniu. Jeżeli je pamiętam. To nie zawsze jest oczywiste. Ale druga strona zazwyczaj jest czymś nieznanym.
Skoro istnieją – to można je znaleźć. Ta myśl pochodzi z mojego marnego zrozumienia zjawisk jak kryptowaluty – jeżeli dobrze rozumiem, monety się znajduje, należy je wykopać. To zainicjowało myśl – być może to samo tyczy się przedstawień na moich obrazach.
Koncepcja ta również osadzona jest w lekturze “Udręka i Ekstaza”, powieści o twórczości Michała Anioła autorstwa Irvinga Stona. Michał Anioł podobno patrzył na blok marmuru i wiedział, czy jest tam jego rzeźba czy nie. Wybór materiału był kluczowy. Być może jest w tym wiele z tworzenia mitu ale jednak...
To nic nowego, że artyści są wybredni w kwestii materiału z jakim pracują. Świadczy o tym doświadczenie. Na przykład w przypadku drzeworytu – wybór złej deski powoduje, że wykonanie pracy jest niemożliwe. Bo się kruszy. Bo słoje są zbyt twarde, źle wyprofilowane. Etc.
Zazwyczaj (i tak jest w przypadku większości obrazów aż do 2025) szkicuję bezpośrednio na obrazie. Nie wykonuję studium czy szkicu na papierze. Podchodzę do obrazu jak do rzeźby. Szukam właściwego kształtu, właściwego kierunku. Chociaż nie odejmuję – to “rzeźbię”. Dodaję, nadbudowywuję, przekształcam i dokonuję ponownego zakomponowania. Poszukuję.
Dopiero później, szczególnie gdy rozpocząłem “uczenie się” malowania farbami olejnymi, zauważyłem, że szkic jest czymś bezwzględnie ważnym – przynajmniej z perspektywy łatwości wykonania obrazu. Z perspektywy malarskiej, procesu – to jednak zupełnie inne doświadczenie.
Skoro obrazy istnieją – to co je do nas sprowadza? Początkowo myślałem, że pojawiają się w spirali. Powtarzają się w czasie. Może pojawiają się z jakiejś okazji? Przy odpowiednich warunkach?
Zdaje mi się, że to faktycznie jak częstotliwość. Dźwięk. Szum – jak ten z Wielkiego Wybuchu, który zapoczątkował Wszechświat. I tak jak ze wszystkim – są zakłócenia, śmieci, jest też przyjemność. No i kwestia gustu.

Dotarłem więc do konkluzji, że obrazy są jak dźwięk – trwają.
a – początek obrazu, kompozycji;
b – okres środkowy, moment w którym niektóre elementy przestają mieć znaczenie lub zostają utracone;
c – zakończenie, a przestaje być dostępne, widoczne.
To znaczy, że powstają trzy różne obrazy, stworzone w trzech różnych momentach. Mogą nie być nawet do siebie podobne – ponieważ a może być b innej osoby, lub w innym momencie, czasie.

Wydaje mi się również, że najważniejsze jest stwierdzenie, że zawsze istnieje także d oraz wiele innych. Mogą reprezentować absolutną odwrotność a, b i c. Ale nie byłoby ich bez a. Czy w związku z tym powinny być określane jako d czy jako a?
Czym jest a?
Cokolwiek co ma dla Ciebie znaczenie. Dla artysty, dla zleceniodawcy.
Bo skoro nie ma znaczenia, to czemu ktoś miałby uwiecznić to na obrazie, wykonać z tego sztukę?
Historia miłosna, scena zbrodni, przestępstwa, emocje, przemoc, miłość, kochankowie.
Ten tekst stanowi tylko iskrę, początek rozważań. Spojrzałem zatem na mój ulubiony obraz. “Guernica” Pabla Picassa i pomyślałem, co do cholery stworzyło ten obraz. Co sprawiło, że ten człowiek to stworzył. Zniszczenie miasta Guernica, oczywiście. Ale artyści myślą obrazem, opowiadają historie. Tworzą narrację. Nie istnieją w próżni.
Poniżej selekcja kilku obrazów, które mogłyby być uznane za “falę”, która zawarła w sobie Guernicę, obraz. I nie chodzi mi o powiedzenie “oh, to nic nowego” czy też “no wiele osób już coś tam namalowało sobie”. Chodzi mi o stwierdzenie, że istniejemy w pewnej kontynuacji. Tak samo jak możemy cieszyć się z owoców przeszłości – kiedyś zasianego ziarna, tak samo musimy poradzić sobie ze sraczką, którą powodują te złe. Poprzednicy (Pabla Picassa) nigdy by tego nie namalowali – i zdaje się, że można użyć takiego stwierdzenia w dowolnym punkcie w czasie.
Jest taka piosenka Eminema “Same Song & Dance”. Ta sama piosenka i taniec. Zdaje się, że być może to ta sama piosenka, ta sama fala. Ale parkiet inny. Taniec zależy od Ciebie, Twoich zdolności.
Dzieła sztuki zostały zgrupowane metodą wizualną – na zasadzie podobieństw.

310–320 p.n.e.
wiki/SarkofagHeleny

Ucello
1435-1455
wiki/TheBattleOfSanRomano

da Vinci
1481
wiki/AdorationOfTheMagi

Dürer
1514
wiki/Melencolia

Matejko
1878
wiki/Matejko

Picasso
1937
museoreinasofia/guernica
Tutaj muszę stwierdzić, że nie mam "A więc...". Nie wiem czy to ma znaczenie. Przedstawiłem sekwencję obrazów posiadających pewną zbierzność wizualną, w kolejności chronologicznej. Być może ma to jakieś znaczenie.
My, jako kultura, jako ludzkość – zdarza nam się zapominać.
Jesteśmy jak głuchy telefon. Jest przekaz i “efekt” przekazywania. Jeżeli tracimy sens pierwotnej wiadomości – czy możemy coś z tego zrobić? Jeżeli nie, zdaje się, że powinniśmy spojrzeć wstecz i zastanowić się, dlaczego ku*wa jesteśmy w takim a nie innym miejscu.
Like castles made of sand, głuchy telefon, niezmiennie.
(A więc zamki z piasku)(Lost in translation)
Aha, no oczywiście – artyści do siebie nawiązują. Dzięki temu się uczymy, dzięki temu możemy powiedzieć “doceniam”, dzięki temu możemy okazać szacunek – lub podejść krytycznie, zmienić perspektywę.
Dzięki temu, możemy oznaczyć swoją własną drogę.
Kończąc, patrząc na kolekcję obrazów, mam także i swój, który mógłby być c lub d powyższej fali. Może z jakiegoś a. Jednak jego powstanie nie wynikało z intencji stworzenia podobieństwa. To "wpasowanie" jest post factum. Pewnie jak większość.
Co stworzyło mój obraz?
Emocje, zakłopotanie, podróż do innego miejsca, seks, poczucie niezrozumienia, poczucie zagrożenia oraz (zewnętrznej) presji.
Planowałem serię 10 obrazów, tej samej wielkości. Pod koniec maja byłem już tak wykończony, że odpuściłem pozostałe dwa obrazy. Czułem się kompletnie wyprany z emocji, wykończony – umysłowo i duchowo. Numer 9 oraz 10 namalowałem w czerwcu.
Moje myśli swobodnie wędrowały – nie było w tym zbyt wiele przekminy – byłem w świecie Philipa Gustona, odczuwałem ból i rodzaj przemocy a także znaczące poczucie nieobecności.
Pojawiła mi się w głowie Normandia. D-Day.
Ale przede wszystkim, “You can get addicted to a certain kind of sadness”. (Możesz być uznależniony od pewnego rodzaju smutku). Tam byłem.
(Gotye – Somebody that I used to know).
Fala.
Podsumowując, uważam, że artyści, i sztuka, reprezentuje dużo więcej niż piękno, czy twórców samych sobie. To postacie, które są “ustami i językami” narodów, grup społecznych, oraz innych, którzy nie mają możliwości “werbalizować się obrazem” lub “malować znaczenia”.
Wydaje mi się, że to nie tylko zabawa, że se pędzelkiem farbki. To rodzaj odpowiedzialności. Ale nie idźmy zbyt daleko tym tropem, proszę. To moja perspektywa, ma swój ciężar.
Jeszcze raz, są różne etapy. Różne potrzeby.

Katsushika Hokusai
1831
wiki/TheGreatWaveKanagawa
Do posłuchania – ścieżka dźwiękowa do filmu Dunkierka autorstwa Hansa Zimmera.
© Maciej Piotr Połczyński. CC BY-NC-ND 4.0.
© Maciej Piotr Połczyński.
CC BY-NC-ND 4.0.
Do not copy, share a link instead.