
Percepcja wykracza poza ograny
Na nowych, nieopublikowanych obrazach nie maluję oczu i coś tam sobie o tym myślę. Przeczytałem, że Modigliani nie malował oczu osób, których "jeszcze nie poznał". Faktycznie, nie malował oczu.
Moja reakcja na to – interesujące – co ja o tym myślę?
Mogą patrzeć
Po pierwsze – portretowanie jest niezwykle skomplikowane. Nie jest dla mnie jasne, co powoduje podobieństwo, oczywiście poza zdolnościami, czy też odpowiednimi narzędziami. Ale zdaje mi się, że obraz to nie tylko jakość rysunku, to dużo więcej – i gdy wykonuje się taki portret bez odpowiedniego wykształcenia (jak jest jednak w moim przypadku) to może zdawać się odrobinę kiczowate.
Dlatego pomijam malowanie takich detail – poza tym, mam wrażenie, że najlepiej wyglądają na tej pierwszej warstwie szkicu, na pierwszej warstwie farby – kolejne pociągnięcia pędzla i kolejne warstwy farby sprawiają, że już nigdy nie wygląda to tak samo.
Maluję to co widzisz, nie to, co o tym pomyślisz
Odpowiedź teoretyczna, którą wytworzyłem na swoje potrzeby, odchodząc od teorii Modiglianiego jest związana również z podwójną, dwukierunkową percepcją. Niechęcią do wpływania na odbiór – jako malarz. Chciałbym, by odbiorca, czy postać reprezentowana miała możliwość samodzielnego zadecydowania o odbiorze i opinii na temat namalowanego przedstawienia. Tak więc w niektórych przypadkach, oczy pozostają nietknięte – jak gdybym ledwo co je tylko zarysował, skomentował, wspomniał – jakąś drobną, własną myślą. Maluję je – nigdy ich nie kończę.
Idea – wpływa na sposób i proces malowania – staje się rodzajem manifestu.
Zdaje się oczywiste, że można powiedzieć, że praca malarska, czy raczej poprzez pracę malarską wytwarzamy pewien fałszywy, iluzorystyczny obraz świata – wielokrotnie sztuka (choć może nie zawsze tak było) była narzędziem do tworzenia manipulacji, na wiele sposobów i z wielu powodów.
W pewien sposób można to przedstawić koncepcją pejzażu – dystans na obrazie jest niewielki, a w rzeczywistości, ujęcie może oddawać długą, żmudną i daleką drogę. Odbiór dystansu to skomplikowana sprawa. Jeszcze trudniej go przedstawić na obrazie. Percepcja zawsze jest subiektywna. Nawet gdy zostanie przełożona na obraz czy kawałek tekstu. Ale gdy sposób percepcji zostanie "uwieczniony" w słowa czy obraz – może zostać zrozumiana.
Pisanie
Zamieszczam te teksty z powodu zainteresowania obserwacji samorozwoju, po pierwsze, ale także dlatego, że chętnie obserwuję jak moje myślenie i podejście do poszczególnych aspektów się zmienia. Czy to znaczy to samo? Jestem zaskoczony, obserwując rozwój prac linorytowych – gdyż nie stanowi to założonego z góry planu – że ich ogólna tendencja zmierza ku specyfikacji, zwiększonej ilości detalu czy też, że zwyczaje bardzo się od siebie różnią na przestrzeni dwunastu serii. Od pierwszej, aż po serię XII, nad którą obecnie pracuję – temat: edukacja.
Bez odpowiedzi
Od mniej więcej Listopada 2024 zostawiam płaszczyzny obrazów niezamalowane, z widoczną surową materią płótna. Może jako pewien zabieg mający na celu wprowadzenie oddechu – powstrzymanie pędu malarskiego i zachowanie pewnej nieuchwytności tego pierwszego szkicu, czy nawet stanu przed-podejściem do płótna. To również, w moim przekonaniu, nadaje im przestrzenności, w pewien poetycki sposób. To może dodatkowy wymiar dla widza – zaproszenie do interpretowania, do spojrzenia, pomyślenia, podrapania się i powiedzenia "no nie wiem". Malarz też nie wiedział. Dla mnie, to sposób na poszukiwanie możliwości opowiedzenia historii. Bo przecież nie można w nieskończoność opowiadać, definiując każdy pojedyńczy szczegół do najmniejszego detalu. Mam szczerą nadzieję, że kiedyś te obrazy będą tak oglądane – jako prace nieukończone, niezamknięte, że to historie, będą jeszcze dopowiedziane – mogą trwać, będą mówione – niejako stanowiąc aprobatę dla tych historii – bo przecież "stop" to również sygnał "źle".
"Wystarczy" może znaczyć "dobrze" i "źle".
Wyobraźnia, nieznane jest w tym wszystkim bardzo istotne.
Przerażająca jest dla mnie koncepcja kradzieży oczu. Wzrok, spojrzenie, sposób patrzenia i postrzegania to rzecz niezwykle osobista, delikatna – rozwijająca się przez cały czas.
Dla mnie
To niezwykłe, że można mieć teorię na wszystko.
Ale z mojej perspektywy, dziś, to coś więcej niż uzasadnienie braku zdolności. To również pewien pęd, chęć i walka do pozostania niejako naiwnym. Bo rozeznaję się, że niejako zatraciłem podejście artystyczne (w moim wcześniejszym rozumieniu tego słowa) i rozpocząłem nieuczciwą walkę pomiędzy rozumem a swobodą. Pewnie, kolejny aspekt mojego działania został zakończony, i będzie w tym wiele smutku. Jeżeli sztuka jest sensem czyjegoś życia, a cechą życia jest zmienność, to sztuka musi pozostawać zmienna.
Czy może racjonalizuję jakąś przemoc?
Samorozwój – jako efekt pracy wielu osób z którymi się spotykam – nauczycielek i nauczycieli oraz innych artystów, których podziwiam, lub osób, które zwyczajnie sprawiają, że gdzieś tam w mojej głowie mały chomik zaczyna kolejną serię ćwiczeń na kołowrotku.
Żadne zwierze nie ucierpiało przy mojej pracy, chociaż Kotka Sawa czasami włazi mi na paletę i muszę zmywać słady jej łapek.
Dwie wielkie formy twórczości
Stwierdzam, że istnieją dwie wielkie formy ludzkiej twórczości. Architektura – łącząca funkcję oraz formę i Muzyka – poprzez zdolność mobilności wyobraźni, tworzenia przestrzeni oraz możliwość "unaocznienia" piękna wysiłku współpracy różnorodności.
Zwycięstwem architektury jest fakt, że mało kto patrzy na budynek i mówi "oh ale jaki jest tego przekaz".
Przegraną bitwą muzyki, jest być może fakt, że mówi ona o nas bardzo wiele.
Zwycięstwo
We wcześniejszym tekście próbowałem zrozumieć jak odbieramy sztukę – lub odbieraliśmy – jako symbol zwycięstwa, triumfu. Ale to już dawno. To co niewątpliwie komplikuje sztukę i powoduje jej ponowne "elitaryzowanie" to traktowanie jej jako narzędzia nauki, do celów badawczych. No ale jeżeli idziesz do galerii i sztuka cię bije, oszukuje, albo sprawia, że czujesz się jak głupiec – jaki jest jej cel? Edukacja? Być może powinniśmy płacić więcej nauczycielom i pozwolić skupić się artystom na innych aspektach.
Nie, to chyba znowu jakieś błędne wyobrażenie w mojej głowie. Jak z tym walczyć?
Niewątpliwie nauczyciele zasługują na jak najwięcej.
Notatki na przyszłość
Miałem okazję dotychczas przeczytać kilkanaście biografii artystów, więc w mojej głowie roi się od cytatów, myśli i nawiązań, które czasami błędnie atrybuujemy. Koncepcja masek – twarzy pozbawionych oczu – jest w moim odczuciu bardzo związana z Pablem Picassem, ale przede wszystkim ze znaczącą ilością sztuki Afrykańskich plemion, których nazwy niestety pozostają dla mnie nieznane.
Muzycznie, długo zasłuchiwałem się w hip-hopie, który niewątpliwe odcisnął na mnie jakiś rodzaj piętna, na mojej psychice. Uczę się na nowo odkrywać ten gatunek, po dłuższej przerwie. Idea mówienia do muzyki, czy rozmawiania do muzyki, w moim przekonaniu, wynika z samotności.
Być może ta obserwacja wynika z koncepcji opowiadania historii, storytelling, o którym piszę. Storytellingu rozumianego jako mojej własnej, wewnętrznej podróży – procesu myślowego, niejako dialogu z obrazami, które powstają spontanicznie – nie jako zaplanowana, rozwijająca się koncepcja czy pomysł. W pewnym sensie, nie potrzebują odbiorców, bo tworzę je dla siebie, dla mnie. To rodzaj freestyle’u. Również samotnego. Być może obrazy są niejako zapisem tego. Być może właśnie tu tkwi siła sztuki – ona pozostaje.
Jeżeli masz ochotę odkryć coś nowego, polecam muzykę klasyczną lub instrumentalną. Zdaje się, że to może forma bardzo podstawowa – dźwięki, tworzone do czynności, rytm stanowiący akompaniament aktywności. Być może tak doświadczali jej nasi przodkowie. Niewątpliwie daje więcej przestrzeni do namysłu, niż muzyka rozumiana jako śpiew i dźwięki, cudzych myśli.
Może tak właśnie robią historycy sztuki
Zdaje mi się, lub zaryzykowałbym stwierdzenie, że jakimś narzędziem dla historyków sztuki mogłoby być skupienie się na zrozumieniu obecnych twórczyń i twórców, nawiązanie z nimi relacji i próbę zrozumienia – a także transferu tych myśli, pewnej ponownej projekcji na artystów, których znamy z kanonu – którzy stworzyli znaną nam obecnie historię w celu ich lepszego zrozumienia.
Czy to może jak z hologramem 2Paca?
Wydaje mi się, że nadal pozostajemy bardzo podobni do "nas" samych z przeszłości – zmiany, których wyczekujemy trwać będą dużo dłużej, niż tylko zerknięcie. Nie wiem skąd ta myśl. Czekaj czekaj, czy ja nie pisałem o wykorzystywaniu sztuki do nauki?
Jako zamykającą myśl – zostawiam tutaj obserwację, iż umiejętność malowania być może jest osiągalna, ale widzenie to już dużo bardziej skomplikowana, ku*rew*sko trudna sprawa.
Śmiech to świetne narzędzie do budowania dystansu, do rozumienia. Ale może również łatwo zniszczyć znaczenie czegoś istotnego lub stanowić podstawę do utraty autorytetu.
Oczy
Może są jak rzeźby.
Kiedyś były polichromowane.
Oczy, u Modiglianiego.
Oczy są piękne, delikatne, wrażliwe, coś jak muzyka – niejako nie z tego świata.
Uzupełnienie
Od dawna obserwujemy wzrost znaczenia sieci i tematów związanych z telekomunikacją. Wiemy, że niezwykle ważne jest kto i jak wykonał rzecz, którą się posługujemy. Kto kształci programistów? Czy sieć jest pozbawiona klasy?
Za granicą jeszcze wojna. Co nas łączy? Bo sztuka świetnie dzieli. Uprzedzenia i strach to normalna sprawa, nienawiść to błąd a przemoc głupota. No ale ej, edukacja.
Polecam goździki. Podobno świetnie się sprawdzają na pasożyty. Można zmielić i ugotować – z cukrem lub miodem – wywar mocy. Z cytrynką też pycha. Można je również żuć – bardzo poprawiają poczucie świeżości w ustach.
© Maciej Piotr Połczyński. CC BY-NC-ND 4.0.
© Maciej Piotr Połczyński.
CC BY-NC-ND 4.0.
Do not copy, share a link instead.