
10.03.2026
Głupota rzadko boli głupca.
Dlaczego potrzebna nam edukacja artystyczna?
Żeby uczyć patrzenia. Żeby rozwijać zdolności manualne. Żeby zaczepiać jakoś w te różne główki te kultury i tożsamości narodowe.
Zakupiłem wczoraj książkę “Proste rzeczy” Marcina Wichy – pośmiertny zbiór jego felietonów.
Nie o tym.
Adeptki i adepci Historii Sztuki mogą być krytyczkami, kuratorkami, edukatorkami, artystkami – jest wiele aspektów kulturotwórczych. Co jest w tym istotne? Moim zdaniem poszukiwania.
Sarkofag Heleny. Na nim konie. No nie na nim. Ona w nim. W Sarkofagu. W kamieniu są wyrzeźbione. Te konie. Scena bitewna, konie.
Wygrana? Nasi górą? To dobre.
Następuje rodzaj połączenia – wykreowania percepcji i odbióru sztuki. Przedstawienie plastyczne = „pozytywne” wydarzenie historyczne. Czyli sztuka uczy nas o tym, co dobre, z czego należy być dumny, wskazuje gdzie chwała.
Coś jak dziś serduszko czy też kciuk – czyli fajne.
Chyba naturalna potrzeba – usłyszeć komplement, poczuć się docenionym.
No przecież po co nam wspomnienie o porażce.
Teraz spójrzmy na to inaczej. Stereotypem. Przerysowanym:
Był tam zobaczyć te kamienne sarkofagi. Wróci do domu i powie babie, że no ładnie – na sarkofagu są konie. No że wykute. Na nim konie. Na sarkofagu? No na sarkofagu. Na boku. Czy gdzie. Rzeźba a może relief?
Konie! Na sarkofagu! No na takim jakby no prostokącie!
Cokole!!!!
No to może jak Józef Poniatowski, przed Pałacem Prezydenckim?
Na koniu, na cokole, Józef Poniatowski, przed Pałacem. Wyrzeźbiony.
Wpływ takich czynników, jak zakłócenia czy też wypaczenia, uproszczenia jest niemożliwy do ograniczenia – jeżeli nie dbamy o edukację oraz dostępność niezależnych informacji, stałość faktów. Bo jeżeli mój słownik mówi inaczej niż Twój, to się nie dogadamy!
Wpływ tego, co jest autorytetem jest nieograniczony. Wpływ tego, czego nie wiemy jest potężny.
Wiem, bo byłem tam, gdzie słońce było bogiem a deszcz największą karą. I drżałem, chociaż jako tako się wyedukowałem.
Wróćmy do Sarkofagu Heleny.
Czy to bitwa, czy rzeź jeńców? – Rzeź jeńców, barbarzyńcy pokonani przez Rzymian.
Nieważne. Dlaczego piszę ten tekst?
Po pierwsze, przedłużam troszkę myśl o brzmieniu, zawartą w poprzednim wpisie a także możliwych wypaczeniach.
Po drugie, interesuje mnie krytyczne spojrzenie na wprowadzenie włoskiego renesansu do ośrodków Królewskich w Krakowie na początku XVI wieku.
Pojawia się tutaj nagrobek autorstwa Franciszka Florentczyka, dopełniony rzeźbą nagrobną autorstwa Bartłomienia Berreciego – inspirowany nagrobkiem zaprojektowanym i wykutym dla Leonarda Bruniego przez włoskiego artystę Bernardo Rosseliniego.
Całość zakomponowana jest na geometrycznych kształtach, posiada harmonię i ład należytą dla kultu pamięci i czci zmarłego. Uważam, że jest wyważony i stworzony ze smakiem. Ze smakiem, zapamiętajmy.
W 1501 roku umiera król Polski Jan Olbracht. Wspomniany Franciszek Florentczyk wykonuje na zlecenie Zygmunta Starego, nowego Króla Polski nagrobek inspirowany dziełem włoskim. Ornamentyka i forma obramienia nawiązująca do sztuki włoskiego quattrocenta. Postać zmarłego króla wykuwa Berrecci.

Dekoracyjne obramienia nagrobka Jana Olbrachta na Wawelu
wiki/NagrobekJanaOlbrachta
Leżąca postać Króla, wykuta w węgierskim kamieniu i umiejscowiona we wnęce wawelskiej katedry. Należy zaznaczyć, że poprzednie nagrobki władców miały raczej charakter wolnostojący – baldachimowy.
Nagrobek można obejrzeć na modelu 3D – wirtualnakatedra.pl.
Jak pokazują kolejne realizacje w ośrodkach wiązanych z dworem – obrano kierunek promowania sztuki nawiązującej do nowych trendów – kultury włoskiej, niewątpliwie również za sprawą żony Króla czyli Królowej Bony ze Sforzów.
Podobno było ciężko – styl gotycki, pochodzenia niemieckiego, miał mocne korzenie.
Do Krakowa przyjeżdża kolejny włoski twórca wraz ze swoim warsztatem – Bartłomiej Berrecci, który wykonuje serię nagrobków. Między innymi projektuje i wykonuje Kaplicę Zygmuntowską a także rzeźby nagrobne królów Zygmuntów.
Analizując materiał ilustracyjny można uznać, że Renesans zaciekawił dwór.
No bo jest inaczej, tak dekoracyjnie no i ten łuk.
Być może sposób ułożenia postaci miał coś wspólnego z Jonaszem, starotestamentowy prorokiem, zalegającym pod drzewkiem z liśćmi winogron, po posiłku, przed pożarciem przez wieloryba czy też rybę.

IV NE
Santa Maria Assunta
christianiconography.info

280–90 NE
clevelandart/Jonah
Powstawali nawet troszkę, żeby zerknąć jak to wygląda. To podobno rozwiązanie nazywane „pozą sansowinowską», chociaż brzmi to jak nihil nowi – nazwa pochodzi od włoskiego artysty Andree Sansovi.
Co zresztą również pasuje do perspektywy wina, "sans" czyli bez. Jak się kończy to trza wstać.
Oczywiście nie wszystkie postacie były w ten sposób przedstawiane.
(Ten nagrobek Jana Olbrachta trochę wygląda jak karafka)
Postacie leżące, podparte, w takim dziwnym uniesieniu. Trochę jak gdyby nie byli pewni – czy leżą, czy żyją? Wstają? Spoczywają? Pozostają w gotowości czy wręcz przeciwnie udają się na należyty im spoczynek?
Trochę jak postać żyda, skazanego na wieczną tułaczkę za wyśmianie Jezusa niosącego krzyż na Golgotę – Ahaswerusa. Obrazował go między innymi Samuel Hirszenberg a także Maurycy Gottlieb.
Zerknijcie na Nagrobek Stefana Batorego – autorstwa Santi Gucci – również włocha.
No ten Stefan Batory to jak rozjechana żabka.
Mam jednak pewne przeczucie, że odebrano im należyty szacunek i godność i nie, nie mówimy już o barbarzyńcach z Sarkofagu Heleny.
Warto zwrócić uwagę, że artysta włoski prawdopodobnie nie znał lokalnego języka – tak więc na pewno posługiwano się łaciną lub językiem włoskim. Polska, nie Polonia.
Być może warto spojrzeć tutaj na artystę jako na medium – niejako objawiającego wątpliwości oraz emocji dworu. Bo tak jest – czasami artysta nie widzi tego, co dla widza może być oczywiste. Bo często tworzymy w emocjach. W skupieniu na detalu. W szale uniesień. W zmęczeniu materiału. Przy słabym świetle i obolałych plecach. Byle zdążyć na termin. Niestety artysta często pozostaje ślepy, aby mógł być sprawiedliwym – jest poetą a formą są jego rymy. Znaczy się, jego rymami są jego formy. Czyli sposoby, narzędzia, którymi się posługuje.
Dlatego ocena dzieła jest wielowymiarowa i skomplikowana – a nasza uwaga, bez nakazu czy poczucia obowiązku często umyka prędko, byle dalej. Setne sekundy decydują o tym, czy coś nam się podoba czy nie. Dalej na scenę procesu oceniania wchodzi wiedza i analiza – formalna, porównawcza itp.
Niektórzy w zbroi, czekają na mobilizację wojenną. Niczym śpiący Rycerze Królowej Jadwigi pod Giewontem.
Pozostaje zadać pytanie, czy przedstawienie jest faktycznie godne – stanowi trend i rozwiązanie uzasadnione w aplikacji lokalnej czy może raczej poniekąd odbiorcy sami nie byli przekonani, co z tym Janem Olbrachtem – a dalej to jakoś już było. Bo przecież kiedyś informacja rozchodziła się inaczej niż dziś. Poprzez gońców.
Bo ten im jakieś włoskie rajtuzy i kwiatuszki. A wizerunek polskiego szlachcica jednak chyba był troszkę inny, niż „chłoptasiów z ciepłych Włoszech”, z lutniami. W moim mniemaniu.
Niecałe półwieku później pojawiają się już rozwiązania odchodzące od form nawiązujących do włoskiego renesansu. Na, za przeproszeniem, salonach nagrobkowych pojawiają się rozwiązania barokowe.
Mi osobiście kojarzą się z formami organicznymi – spożywczymi. Zwieńczone obłymi formami wyglądają niczym dopiero co odsłonięta srebrna taca królewskiego dania. Na boki bucha para. Na tacy upieczony dzik. Po uczcie to już zostają tylko chrząstki.
Gdybym wiedział, że tak było, zaryzykowałbym stwierdzenie, że królowa Bona, wychowana na włoskim dworze była rozczarowana rozpasaniem polskiej szlachty, która nie wykazywała zainteresowania sztuką i kulturą ale chętnie popuszczała pasa – a dzik czy inny bażant z polowania to na tłusto. Jakieś–że–niby–jakieś–jarskie–hę?
O zgrozo, taki typ ornamentu nazywa się chrząstkowym! Ale to dopiero później.
Bo wśród słowian – sztuka raczej miała charakter obrzędowy. Rytualny.
Jak widać 5 wieków formowania się tożsamości kulturowo-narodowej w tamtych czasach to nic.
Także wszystko świeżutkie. Niepewne. A tu nagle krzyżacy.
I te krzyże. I to i tamto.
Nagle mija 500 lat i ten gotyk to może nawet nie tak źle. Bo nie mieszka się już w lepiankach. Ten chrześcijan też może być. Bo i gród postawi i zadba. Najważniejsze, że przestali bić.
Zatem bądźmy wyrozumiali.
Historyk Sztuki powinien zachować obiektywność. Powyższy tekst jest oczywiście znacząco uproszczony, przerysowany i być może pozbawiony potrzebnej analizy treści historycznych – warto jednak zatrzymać się i zastanowić – na ile pewne zgapione trendy stanowią wartość – jeżeli powielamy je bez zrozumienia materii. Z perspektywy studenta Historii Sztuki – wypaczyłem.
No na koniu, sarkofag. Znaczy się konie, na sarkofagu.
Jeźdźcy rzymscy. Na Sarkofagu. Kamiennym, jego boku.
Tak się zapatrzyłem na te buchające kłęby pary, że aż się tego nie mogłem nauczyć na egzamin.
Po jedzeniu, wina, a więc, trawmy!
Nikt nie woła.
Do posłuchania: Sabaton – 40:1 z albumu The Art of War.
“Always remember, fathers and sons at war
Always remember, a fallen soldier
Always remember, buried in history
No vermin may enter that land
That is protected by Polish hand”

Gustav Doré
wiki/TheKissOfJudah

Jan Matejko – Stańczyk – 1862
wiki/StanczykMatejko

© Maciej Piotr Połczyński. CC BY-NC-ND 4.0.
© Maciej Piotr Połczyński.
CC BY-NC-ND 4.0.
Do not copy, share a link instead.