
Wszelkie zdjęcia, które nie są mojego autorstwa posiadają link do źródła.
28.01.2026
Poniższy tekst ma charakter dialogu, specyfikę strumienia świadomości.
Przeplatają go zdjęcia – własne, oraz udostępnione na licencji zdjęcia obrazów znane z europocentrycznej historii sztuki.
Jak się zakończyła tamta opowieść?
Nie wiem, ta zaczyna się od wstępu z Owidiusza.
Metamorfozy. Opis chaosu.
Nim było coklowiek, to najpierw był zamęt.
Ogrom bezkształtny, nieskładny.
Ten Owidiusz jak to pisał, to musiał o czymś myśleć. Coś widzieć.
Pokolenia czytelników sobie to wyobrażały.
Jak ja widzę ten chaos?
Nie wiem, porysujmy.
Zatem zaczął rysować.
Zostawmy Owidiusza. Dalej był Dante.
Przeskok w czasie zacny.
Oczywiście po drodze było wiele rzeczy.
Później też. Na przykład Kurt Vonnegut.
Tak więc Dante schodzi do Piekieł.
Prowadzi go poeta zwany Wergiliusz.
Zanim do lasu.
Na ścianie obraz od którego nie mogę się uwolnić.
Na innym pojawia się tajemnicza postać mężczyzny.
No, nie nie pojawiła się tam tak zwyczajnie.
Namalowałem ją.

Nieukończony obraz własny,
stan z 28.01.2026

Nieukończony obraz własny,
stan z 26.11.2025
Nieznany, niewidoczny. Niewidziany.
Ludzie mówią, że malarz.
Jeszcze mu się dobrze nie przyjrzałem
a już bym poprawiał.
Chaos, tak. Wszystko wibruje.
Wiruje. Może być 1882 rok.
Manet maluje bar.
To jeszcze jednak na chwilę ten Owidiusz.
Zobacz.
Wszystko wiruje, panuje okropny harmider,
odór brudu i perfum miesza się tu z zapachem rozlanego alkoholu. Dźwięk rozbijanego szkła nie robi tu już na nikim wrażenia.
Nie, to nie jest taki bar. Nie tego typu.
Wiry, wirki, wszystko się obraca, wymienia.
Zmienia ale nie w taki sposób. Inaczej.
Nie widać tego na obrazie.
Nie wiem, może zbyt statyczny, nudny.
Może chaos to brak. Brak dyscypliny?
A może tradycji, zrozumienia.
Wykonuję zatem jeszcze kilka szkiców.
Pomyślałem, że chaos to wiry, materia próbująca przybrać formę.
Coś jak formujący się świat, gwiazda czy inna.
Chaos jako śmierć, ale nie taka zakapturzona postać jak ze Świata Dysku Pratcheta.

Nieukończony obraz własny, stan z 28.01.2026
Ale taki początek,
Metamorfozy, przetworzenia.
Z dawnego w nowe.
Barmanka w Folies–Bergeère czeka na zamówienie.
Wszystko się tu miesza.
Na dworze cisza.
Niewidoczni przemykają ulicami.
Jeżeli mają szczęście, mieszkać w mieście z wybrukowanymi ulicami.
Bo są też chaty, chatki, domy i domki – także na pagórkach, wśród drzew.
Przemykają, czasami pada na nich światło naftowej lampy z słabo wysposażonych wnętrz.
Bardzo chciałbym stanąć przed tym obrazem.
Malował Gustav Klimt.
Las. Spokój. Chociaż jego kolory płoną. Wibrują.
Tańczą, każdym dotknięciem pędzla.
Jest w tym spokoju coś ognistego.
Coś wewnętrznie sprzecznego.
Bo to chyba ogień jest spokojny.
Dante idzie przez las, za tym swoim przewodnikiem.
Czy ten las także, był sprzeczny, niepodobny, wewnętrznie rozbity?
Jeszcze szampana. Szkło lekko porusza się w uchwycie mężczyzny.
Doświadczenie tworzenia animacji wektorowych podpowiada mi: Szkło: Ruch odśrodkowy, lekko ograniczony delikatnie rozluźnionym uściskiem ręki. Mniejsze palce stopniowo trzymają mocniej. Wskazujący luźno, jak przy pałeczkach.
Ciecz w szkle: ruch odśrodkowy – do zewnętrzny – ograniczony materią kieliszka.
Matematyka pewnie pięknie to opisuje, sposób tworzenia się ∼ we wnętrzu kieliszka.
Doświadczenia się zbiera.
Tak, tak. Szampana.
Tylko kiwnął, tak to zazwyczaj wyglądało.
Zgrzałem się, nawet bez salonowych tańców.
Stąpał lekko. Poruszał się bez oznak jakiegokolwiek bagażu czy ciężaru.
Bo to nie malarz.
Tamten jest malarz.
Rozmawialiśmy na polu w przerwie przy pracy.
Widziała go, jak chaotycznie dźwiga sztalugę i idzie gdzieś hen za miasto.
Nie wiem co on tam maluje. Nikt nic nie mówił.
A no czasami go widują w barze.
Ah te nocne bary w Arles.
Chyba pisze dużo listów, przynajmniej wiele listów przychodzi do niego. Można przeczytać jego listy do brata. Vincent do Theo. Theo do Vincent'a. Wypożyczyłem – zacząłem czytać. Piękne ale dziwne. Z tą korespondencją to nigdy nie wiadomo.
Piękne malował oczy, ten Vincent.
Idzie polem.
Diabeł jaki – zbir? Nie wiem.
„Byliśmy ludzie, dziś jesteśmy drzewa,”
Seria trzecia. Linoryty. Uciekam od abstrakcji.
Opisałem poprzednie Serie jako podobne do testu rorschach.
Ale to był tylko zakręty, line i sprzeczności.
Linoryt 04 Seria 03.
WOŚP 34.
Licytacja linorytu na cele charytatywne tutaj.
Tak, skojarzenia.
Wszystkie wydrukowały się wspaniale.
Wystawa, w sumie pierwsza, odbyła się w miejscu otoczonym drzewami. Przy dużej trasie wyjazdowej z miasta.
Cała Warszawa – miasto pełne sprzeczności.
Traktat Królewski, czyli Aleje Ujazdowskie.
A tuż obok domy fińskie. Drewniane, nieocieplane – z kominkiem. Podobno prezent powojenny – wsparcie odbudowy Stolicy.
Wyobraź sobie, że spotykają się tam ludzie, i nieprzymuszeni wspólnie tworzą programy kulturalne.
Może nie jak z Dantego, ale drzewa.
Czytam o Boskiej Komedii kilka lat później.
Na zajęciach ze Sztuki Powszechnej Nowożytnej, czyli chyba po Wiekach Średnich.
Wiesz, no i tak sobie myśli człowiek, że to przecież pasuje.
Idealnie się wpisało, można zmienić interpretację.
Tamci widzieli, inni zobaczą inaczej.
Człowiek i jego rozumienie rzeczywistości się zmienia.
Uwielbiam park przy Alejach Ujazdowskich.
Gubię się tam i wewnętrznie szlocham przyglądając się innym, cichym, zajętym i niewzruszonym.
Zwyczajnie pięknym. Pięknie nieludzkie.
Czasami tylko przez niego przemykam. Moim zdaniem jest tam Monet.
Mostek, wybrzuszony, napięty.
Niczym Dyskobol Milet'a.
Ale nie ze względu na zewnętrzne naciski czy siłę dośrodkową.
Nie-odśrodkową.
Tak go wymyślili. Projektanci.

Claude Monet – The Japanese Footbridge and the Water Lily Pool
1899
Płytka linoleum jest szara, od spodu,
gumowy materiał wzmacnia siatka płóciennych sznureczków.
Są też inne – ja lubię te.
Nie, zawsze coś się znajdzie. Coś się wślizgnie.
Piszę to również po angielsku. Zaraz muszę sprawdzić jak by tu to napisać.
Przecież nie wiem, jak porusza się ślimak po angielsku.
Czy jest jakieś na to słowo?
Sprawdzam “a word explaining the walk of snail”.
“Glide”
Cóż za zaskakujące słowo. Wślizgnąć.
Zapisuję to z myślą o jakimś Źle wcielonym.
Złu. Źle.
Jest taki piękny utwór jazzowy
Nie O'krzesany – Zbigniew Namysłowski.
Apropo słówek, zwrotów i tego typu. Lenistw. Przyzwyczajeń. Stylu.
Szczególnie przypadło mi do gustu określenie Apage Satanus,
zaczerpnięte żywcem z lektury “Diabli Nadali”
czyli biografii Zofii Stryjeńskiej autorstwa Angeliki Kuźniak.
Ale pisząc to, myślę również o jakieś znanej mi przeszłości i być może przyszłości.
Przeszłość. Jest późno, bliska mi osoba, kobieta, śpi w innym pokoju.
Pracuję do wczesnego poranka. Zazwyczaj to wiosenne poranki.
Myśliwi Peter'a Breugela już wyszli. Nie ma śniegu a ich ślady to tylko odciski stóp namalowane ciemniejszym odcieniem na obrazie.
Czy sztuka może być miejscem zbrodni?
Poszlaką w dochodzeniu?

Nietykalni
Klatka z fimu – Uncut
Film Nietykalni.
Czy to właściwy kąt?
Was that the right angle? Czy angel?
Morderstwo, samobójstwo?
No cóż, spojrzał na koszulę – to był dobry kieliszek. No to może to jest historia miłosna? Romansidło
Permovere – jeden z trzech głównych aspektów Sztuk, według Starożytnych Greków.
Uczono mnie tak podczas wykładów na Uniwersytecie Warszawskim.
To jakie były te dwa pozostałe?
Jak się zastanowisz, to ten obraz już chyba jest w innym rodzaju malarstwa. W innym gatunku. Genre.
Jego narracyjność jest zupełnie inna.
Artysta posługuje się planami by osiągnąć inny cel.
To już nie obrazek do czczenia. To już nie ikona. To nie postać fundatora czy znak religijny.
To historia, opowieść.
Być może przestroga.
Malarstwo się zmienia.
Wślizgnąć. Zamykam komputer i wtulam się w postać pod rozgrzaną, gorejącą pościelą.
Dobro. To przeszłość.
Kilka lat później męczy mnie sen. Myśl.
Piramidy. Dlaczego?
Myślę, może widzieli erupcję wulkanu, może fatamorgana, przewidzenia.
Nie wiem.
Myśląc kształtem – wulkan ma sens.
Może Black Desert? Może to tylko sztuczka, kamuflaż mający na celu zmylenie nawigatorów wrogich wojsk. Gdy ujrzycie wielkie góry, skręćcie w lewo. A potem znowu widzicie coś jakby te góry. No i znowu.
Starożytne kultury nawigowały się takimi piosenkami – do czarnych gór i potem w lewo aż dotrzesz do drzewa no a potem prosto...
Wydarzenie, które zmiotło ich poprzedników?
Historia sprzed setek tysięcy lat opowiadana
z pokolenia na pokolenie, o wielkiej górze,
która zmieniła Egipt w pustynię?
(Czciłbym – ale to głupi żart)
Można mnożyć. Można marzyć.
Ważne, by się chciało.
Do głowy przybywa mi obraz. Narcyz Caravaggia.
Postać, mitologiczna, zapatrzona w siebie, nad brzegiem wody.
Patrzy z góry.
Nie.
Patrz w górę.
(poniżej tylko piasek, heh...)
Gwiazdy – czy piramida z góry nie jest niejako gwiazdą?
Czy Starożytni Egipcjanie wiedzieli co to to to tam świeci nad nimi, na nocnym niebie?
Może wiedzieli. Na pewno robiło wrażenie. Gwieździste niebo nad nocnym, Starożytnym Egiptem.
Musiało.
Jak reflektory na księżycu – zamontowane na powierzchni, by odbijać światło.
Stanowią punkt odniesienia.
Czasy zimnej wojny, nie wiem o tym nic.
Zimna wojna – rozwój technologiczny.
Zwycięstwo poniesione niewymiernym kosztem.
Jakoś wybudowali.
Armia wroga, pewnie, srała się po kostkach.
Jacyś mezopotamczycyczyinni. Sumerowie.
Babilończycy.
Tak więc może był to tylko kamuflaż, kłamstwo, mające na celu złudzenie nawigatorów wroga.
Jak widać góry to w lewo.
(Sorry, zgubiłem wątek Dantego i Owida)...
Ikar.
Lądowanie.
Rozmawiam z Tatą.
Może ten Ikar i Dedal to byli greccy rybacy.
Mity to przecież opowieści edukacyjne.
„Synu – najlepszy połów w połowie głębokości”.
„Niżej zrywa siatki, u góry nie pływają”.
Albo coś podobnego.
Brzuszki pojadły to może być i sztuka.
Zdaję sobię z tego sprawę, że potrzeby są różne.
Context is crucial – so is culture.

Nieukończony obraz własny,
stan z 16.12.2025
Piszę takie teksty czasami.
Jeżeli brzmi interesująco, możesz zapisać się do Newslettera. O innych tekstach powiadomię Cię poprzez e-mail. Może o innych obrazach, o swoich, o historii sztuki.
© Maciej Piotr Połczyński. CC BY-NC-ND 4.0.
© Maciej Piotr Połczyński.
CC BY-NC-ND 4.0.
Do not copy, share a link instead.